niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 8

*Oczami Izy *
Punktualnie o godzinie 16 usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.
-Poczekaj tu, ja otworzę- powiedziała Marceliśka.

*Oczami Harrego*
Od kiedy Iza zgodziła się na randkę chodzę ciągle z głową w chmurach.
Cały czas coś szykuje, i nie mam czasu.
Chłopaki się ze mnie śmieją, ale mam to gdzieś.
Tylko potem jak na starość zostaną sami to nie moja wina.
Strój miałem już wybrany, kwiaty zamówione, stolik w restauracji zarezerwowany, limuzyna załatwiona.
To chyba tyle.
Pożegnałem się z chłopakami i wyszedłem z domu.
Pojazd już czekał.
Szybko ruszyłem w jego kierunku, i po chwili już jechałem po Izę.
Gdy pojazd się zatrzymał zdenerwowany sprawdziłem godzinę.
Nie chciałem być zbyt wcześnie, lecz także nie chciałem być spóźniony.
Na moim zegarku ( tym od Beli) zauważyłem, że jest już 15:59.
Uffff....
Zapukałem do drzwi.
Po kilku sekundach w drzwiach stała ta sama dziewczyna co wczoraj.
-Hej! Wejdź ! Iza już czeka-zaprosiła mnie gestem dłoni do domu.
Razem z BARDZO dużym bukietem jasno-różowych róż wszedłem do środka.
Kiedy byłem już w salonie, po schodach zaczęła schodzić pięknie ubrana Iza.
Mimowolnie na moją twarz wdarł się uśmiech.

*Oczami Izy*
Gdy dowiedziałam się, że Harry już jest w domu, zaczęłam kierować się w stronę schodów.
Kiedy go zobaczyłam z tym wielkim bukietem róż miałam ochotę rozpłakać się ze szczęścia.
-Cz...Cześć- jąkał się troszkę, po czym znów się uśmiechnął.
-Hej- odpowiedziałam pewnie.
Widziałam, że trochę się rozluźnił.
-Trzymaj to dla Cibie- wręczył mi śliczny bukiet.
-Dziękuje- cmoknęłam go w policzek.
Po jego uśmiechu stwierdziłam, że podobało mu się to.
-Możesz to robić częściej.
-Jak zasłużysz- zaśmiałam się.
-Dobra idziemy, bo się spóźnimy.
-Na co się spóźnimy ? - zapytałam ciekawa.
-Niespodzianka !
-Nie wiem czy wiesz, ale nienawidzę niespodzianek.
-Moje polubisz- uśmiechnął się.
-Miejmy nadzieję...- mruknęłam cicho.
Ten nawet na mnie nie spojrzał, tylko szedł dalej do drzwi.
Kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz, to co zauważyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
Na podjeździe do mojej willi stała LIMUZYNA !!!
-Harry oszalałeś ? To musiało kosztować fortunę.
-Nie przesadzaj, tylko wsiadaj- nalegał.
Wykonałam polecenie, i po chwili we dwoje podróżowaliśmy długą, czarną limuzyną.
-A powiesz mi chociaż jak długo będziemy jechać ?- zapytałam z miną kotka ze Shreka.
Widziałam, że Harry się zastanawia.
Chciał już coś powiedzieć lecz mu przerwałam.
-Za buziaka.
-W usta.
-W policzek.
-W usta.
-W policzek.
-W usta.
-W policzek.
-W usta.
-W policzek, albo wcale- zagroziłam.
-No dobra, będziemy jechać około godziny, jak nie będzie korków.Teraz nagroda - uśmiechnął się łobuzersko.
Zaczęłam powoli zbliżać się do jego policzka.
Gdy byłam już bardzo blisko, nagle Harry odwrócił twarz w moją stronę, i moje usta zetknęły się z jego wargami.
Zaczął on pocałunek.
Ku mojemu zdziwieniu nie odepchnęłam go.
Podobało mi się w jaki sposób to robił.
Był taki delikatny.
Jego miękkie wargi były dla mnie wręcz rozkoszą.
Nasze języki toczyły ze sobą zaciętą walkę.
On też nie miał zamiaru zakończyć czegoś tak pięknego.
W końcu zabrakło nam powietrza.
Byliśmy zmuszeni się od siebie oderwać.
Kiedy to zrobiliśmy od razu się zarumieniłam, i spuściłam głowę w dół.
Po chwili chłopak podniósł jednym ze swoich palców mój podbródek.
-Po co kryjesz te urocze rumieńce ?
-Bo ich nienawidzę. Pojawiają się zawsze, gdy jestem zawstydzona.
-Czyli teraz jesteś ? - zapytał i się uśmiechnął uroczo.
-A ty nie ?
-Wiesz... Mi to się nawet podobało - powiedział i się szeroko uśmiechnął.


Moment później dotknął swoich ust, jakby jeszcze raz chciał poczuć na nich smak moich.
-Zostało nam jeszcze tyle czasu drogi... Co my będziemy robić ? -zapytałam.
-Może w końcu się czegoś o tobie dowiem.
-A ja o tobie .
-A więc ja zacznę- powiedział- Kim są dziewczyny, które były u Ciebie w domu, i jak je poznałaś ?
-A więc to długa historia... No to od początku.- westchnęłam- Jak widziałeś w Londynie mieszkam z czterema innymi dziewczynami. Szczupła blondynka, z niebieskimi oczami, to Julka. Jest moją siostrą.Wcześniej mieszkałyśmy w małej Polskiej miejscowości .Byłyśmy bardzo lubiane.Miałyśmy bardzo dużo przyjaciół. W Polsce został jeszcze mój brat bliźniak Dawid. Świetnie się z nim dogaduje.Wysoka uśmiechnięta brunetka ma na imię Honorata. Kiedyś była piosenkarką, ale musiała z tego zrezygnować, ale to już dłuższa historia.Ma ona trzech braci.Mieszkała 6 godzin drogi od mojej miejscowości.- gdy to powiedziałam wiedziałam, że jest zdziwiony-Wysoka brunetka, nie zbyt przyjazna - powiedziałam i cicho zaśmiałam się pod nosem- nazywa się Laura.Pochodzi ona z Brzegu. Jest to niewielka miejscowość, położona około 5 godzin drogi od mojej miejscowości. Ma brata, który również śpiewa.Laura, to raczej taka nasza Bad Girl. Jeździ na motocyklu, gra na perkusji, pali- widziałam, że na to słowo się skrzywił- i ubiera się tylko w ciemne kolory.Mimo to w stosunku do nas jest bardzo przyjazna.Szatynka, która otworzyła Ci drzwi to Marcelina. Urodziła się w Stargardzie Szczecińskim, 8 godzin drogi z mojej miejscowości.Ma dwie siostry. Jedna jest piosenkarką, a druga zwykłą dziewczyną. Celiśka uwielbia taniec.To jest jej pasja.Cała nasza piątka mieszkała w małych miejscowościach. Nie miałyśmy w nich możliwości do rozwoju. Każda z nas miała ten sam cel.Przeprowadzić się do Warszawy, stolicy naszego kraju, i osiągnąć coś wielkiego. Razem z moją siostrą mieszkałyśmy w sporym mieszkaniu, w centrum miasta.Pewnego dnia wpadłyśmy na Honoratę i po kilku spotkaniach się zaprzyjaźniłyśmy.Gdy 1 stycznia miałam urodziny we trójkę poszłyśmy do klubu, w którym spotkałyśmy Laurę i Celiśkę. Od tamtej pory ciągle się spotykałyśmy.W końcu postanowiłyśmy razem zamieszkać. W Warszawie razem mieszkałyśmy cztery miesiące. Potem zrodziła się w nas chęć mieszkania w Londynie.Bardzo błagałyśmy rodziców. Pewnego dnia powiedzieli nam, że złożyli się na naszą willę w Londynie.- opowiadałam-To chyba tyle.-skończyłam i się uśmiechnęłam.
-Woow...Nieźle pokręcone...- powiedział i się uśmiechnął.
-Myślisz, że o tym nie wiem ? Teraz moja kolej- zaczęłam myśleć- a więc teraz ty mi opowiedz jak wy się poznaliście.
-To ty nie wiesz ? - zapytał zdziwiony.
-No nie za bardzo... Wiesz nie jestem jakąś waszą wielką fanką.
-No a więc ....- i zaczął opowiadać całą ich historię. 
Od samego X-factor .
-To jest dopiero szalone - zaśmiałam się.
Całe opowiadanie zajęło nam podróż.
Gdy dojechaliśmy na miejsce Harry wysiadł z limuzyny pierwszy i przytrzymał mi drzwi.
Uśmiechnęłam się do niego uroczo.
Gdy opuściłam nasz pojazd, w oczy rzucił mi się śliczny budynek.
Jego ściany były brązowe.
Miał on wiele pięter.
Drewniane okna, były ogromne, dzięki czemu pozwalały klientom na podziwianie widoków.
Sam fakt, że gmach jest na wzgórzu to ułatwiał.
Dodatkowo cała okolica była pokryta śniegiem, który wydawał się błyszczący pod wpływem świateł latarni.
Gdy weszliśmy na odpowiednie piętro podszedł do nas kelner.
-Nazwisko proszę- spojrzał na nas i lekko się uśmiechnął.
-Styles - odpowiedział.
Mężczyzna przejrzał listę i po chwili się odezwał.
-Tędy proszę- wystawił rękę w kierunku stolika przy oknie.
Harry jak dżentelmen odsunął mi krzesło, na którym usiadłam.
On po chwili zrobił to samo.
Gdy odwróciłam głowę w lewo ujrzałam piękny widok.
Miasto z tej perspektywy wyglądało wspaniale.


Wszystkie światełka tylko dodawały uroku.
Do naszego stolika przyszła kobieta z dość sporym wazonem napełnionym wodą, na mój bukiet.
Gdy stały już na stole odezwałam się do Harrego, który mi się przyglądał.
-Śliczne są. Dziękuje, nie musiałeś.
-Może nie musiałem, ale chciałem- uśmiechnął się szeroko.
Odwzajemniłam gest.
Gdy kelner przyniósł nam to co wcześniej zamówiliśmy zaczęliśmy jeść.
Dużo przy tym rozmawialiśmy i się śmialiśmy.
To była wspaniała kolacja.
Gdy wychodziliśmy przytuliłam się lekko do Harrego, co widocznie mu się spodobało.
-Szkoda, że ten wspaniały wieczór się już kończy- westchnęłam.
-Wcale się nie kończy-uśmiechnął się cwaniacko.
-Co ? Jak to ?- spytałam mega zdziwiona.
-Idziemy jeszcze na spacer, po najpiękniejszych miejscach Londynu.
Już nic nie mówiłam, tylko szłam w kierunku naszego środka transportu.
Po paru minutach limuzyna zaparkowała na jakimś parkingu, a my wysiedliśmy.
Zobaczyłam przed sobą coś w stylu parku.
Wyczekująco popatrzyłam na Harrego.
Ten tylko się uśmiechnął.
Weszliśmy przez ogromną bramę.
To co tam zobaczyłam wyglądało BOSKO !!!


Drzewa obsypane białym puchem, a pomiędzy nimi przechadzają się zakochane pary.
-Ale tutaj magicznie-zachwycałam się.
-Wiem, właśnie dlatego Cię tutaj przyprowadziłem.
-Dziękuje. Dziękuje jeszcze raz.
W jego towarzystwie byłam bardzo szczęśliwą osobą.
Nie myślałam wtedy o otaczających mnie problemach.
Byłam mu za to bardzo wdzięczna.
Szliśmy bardzo blisko siebie.
Co jakiś czas moje palce ocierały się o jego.
W końcu się odważyłam i je złączyłam razem.


Chłopak w błyskawicznym tępie spojrzał na moją twarz.
Odwróciliśmy się tak, że staliśmy naprzeciwko siebie.
Po prostu tonęłam w jego zielonych tęczówkach.
W końcu jego twarz zaczęła przybliżać się do mojej.
Spojrzałam na jego usta.
Kusiły mnie.
Gdy dzieliły już nas milimetry ja wykonałam ruch i złączyłam nasze wargi w namiętnym pocałunku.
__________________________________________________________
8 ROZDZIAŁ !!!
Cudem zdążyłam go napisać bo w tym tygodniu miałam sprawdzian próbny i wiele innych.
W tym rozdziale dowiadujecie się jak poznały się dziewczyny. XD
Według mnie dość ciekawa i DŁUGA historia. ;3
Jestem z niego zadowolona, co w moim przypadku zdarza się bardzo rzadko.
Mam nadzieję, że wam też się podoba :) :) :)
Następny pojawi się dopiero w CzWaRtEk.
Iza ;* ;* <3 <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz